Bloog Wirtualna Polska
Jest 937 737 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Be the change..

sobota, 05 listopada 2011 0:56

Te wspomnienia.. Wynizczający ból, cierpienie.. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to doświadczenie, wiedza i rozwój. Potrzebowałam tego doświadczyć. Nic nie było dobre ani złe, to po prostu było. To po prostu jest. Nic nie jest złe, nic nie jest dobre. Po prostu jest. Mimo, że to piękne wspomnienia - depresje, myśli i podejscia samobójcze, pedagodzy, psycholodzy, terapeuci, psychiatryk, psychiatrzy. Mam do tego sentyment. Ale nikt nie był w stanie mi pomóc. To mogłam zrobić tylko ja. Pokochałam siebie, pokochałam Boga, którym jestem ja i każdy inny. Pokochałam wszystko, co istnieje, bo wszystko jest Bogiem. Uwolniłam się z sideł, które stworzyło społeczeństwo i narzucony przez nie system. 

Oczywiście to nie to, że nagle wszystko minęło. Nic nie minęło. Ja po prostu zrozumiałam życie, istnienie, drogę do oświecenia. I ta cała przyziemność nie ma już żadnego znaczenia. Bo po co? 

 

Ramtha (Biała Księga) 


..niepotrzebnie (2) | Dodaj komentarz

Taka sama.

sobota, 23 lipca 2011 0:37

Sporo czasu minęło od kiedy ostatnio tu pisałam. Coś się zmieniło. Nic się nie zmieniło. Zmieniło się wszystko. Zagłębiając się w wielką prawdę o życiu.. ..zrozumiałam je. Zrozumiałam życie. Terapia? Psychiatryk? Leki? ..wystarczyła tylko ta książka, prawda w niej zawarta.. Żebym po ponad 6 (?) latach nieustających na dłużej myśli samobójczych.. ..zrozumiała sens wszystkiego. Może dlatego, że odnalazłam tam potwierdzenie tego, co w życiu mi nie pasowało. Może. 
To ludzie stworzyli definicję normalności i nienormalności. To ludzie zamknęli mnie w ramie, która musi zostać dostosowana do reszty. Musi? No właśnie. Ja nic nie muszę. Nikt nic nie musi. Jestem wspaniała w każdym milimetrze mojej psychiki, w każdym fragmencie moich zachowań i emocji. To jestem ja. To jest wspaniałe. Oczywiście są momenty, kiedy jest tragicznie.. ..ale co ja mogę? Akceptuję to i zbieram tylko doświadczenie. Zbieram to, co mnie rozwija. Odnalazłam prawdę i dążę do oświecenia. W 2012 roku zapewne wielu zrozumie..
Oczywiście chciałabym się zabić i pierdolić ten świat. Ale dziś wiem, że nie da się tak, bo i tak tu powrócę i będę powracać za każdym razem. I nie da się stąd tak po prostu uwolnić. 

Tęsknię za terapią, za terapeutą.. A jeszcze bardziej tęsknię za psychiatrykiem. Bardzo. Kiedy jest już ciemno, kiedy ludzie chowają się do domów.. Ja, jadąc gdziekolwiek przed siebie na małym bmx'ie, znajduję się nagle o 2 w nocy pod szpitalem na Sobieskiego. Coś mnie tam ciągnie, jak widać. Minęło już tak dużo czasu od kiedy tam byłam. Spędziłam tam zaledwie tydzień.. Ale ci ludzie.. Chyba nigdy o nich nie zapomnę.

Może kiedyś wrócę na terapię mimo wszystko.. ..ale na pewno nie po to, aby zmieniać siebie.  


..niepotrzebnie (3) | Dodaj komentarz

Inna.

czwartek, 16 czerwca 2011 2:38

Dlaczego tak dobrze mi w tym bólu? Dlaczego jest mi tak źle, a ja chcę żeby tak było?
Dlaczego ludzie dążą do szczęścia? Dlaczego ja go nie chcę? Dlaczego tak dobrze mi, kiedy ból rozrywa mnie od środka, a łzy nieustannie spływają z oczu?
Dlaczego powinnam chodzić na terapię i szukać sensu życia? Dlaczego powinnam naprawiać siebie i uczyć się inaczej żyć? Dlaczego to ja jestem inna i powinnam się dostosować?
Czasem mam mnóstwo pytań.. Które pozostają bez odpowiedzi. Czasem, tak jak wtedy, stojąc za barierką na moście.. ..wszystko przestaje się liczyć. Nic nie ma znaczenia, a ja nie zadaję pytań. Więc dlaczego zawsze cofam się, gdy brakuje tak niewiele? Dlaczego ostateczny moment nigdy nie nastaje? Chyba bardziej obawiam się skutków przeżycia, niż samej śmierci. Śmierć mnie nie przeraża.
Terapia mnie wkurwiła. A raczej fakt, że nie mogłam się zapisać. I mija kolejny tydzień bez niej. Brakuje mi jej, rozmów, terapeuty.. Ale czy ja powinnam tam wracać? Czy to ma dla mnie jakiekolwiek znaczenie? Czy terapia ma jakikolwiek sens, kiedy ja nie chcę nic zmieniać? Dlaczego ludzie chcą być szczęśliwi? Nie potrzebuję tego.. Jest mi tak wykurwiście źle i.. Co z tego? Może tak po prostu powinno być? Jest we mnie tyle sprzeczności, których nie potrafię zrozumieć. Jest we mnie tyle sprzeczności, które na siłę chciałabym pod coś dopasować. I nie potrafię. Nikt nie potrafi. Choćbyś chciał.. I wierzył, i się starał. I wiedział, że możesz.. Nie pomożesz mi. Nie potrafisz. Ani Ty, ani nikt inny. Bo mój kształt nie psuje do żadnej formy, która jest znana. Bo ja nie rozumiem "normalnego" świata, a "normalny" świat nie rozumie mnie. Świat byłby lepszy beze mnie? Nie. To bez Was świat byłby lepszy. Nienawidzę tej normalności, w którą tak chciałam się wpasować. Nienawidzę wszystkich i wszystkiego, co wymaga ode mnie normalności. Zostawię to wszystko, co kiedykolwiek istniało.. Ucieknę daleko.. Daleko od świata, który czegokolwiek ode mnie wymaga.. Od świata, którego ja nie umiem zaakceptować. Stworzę własny świat.. I wpuszczę tam tylko tą jedną osobę.. Która zaakceptuje cały mój świat. Źle mi. I nic na to nie poradzę. Źle mi i pierdoli mnie to.


..niepotrzebnie (4) | Dodaj komentarz

Koniec

środa, 18 maja 2011 2:37

Na jednej próbie się nie skończyło i co z tego? Cudowne uczucie odpływania na drugi świat, gdy pętla wokół szyi się zaciska.. A z drugiej strony ból, świadomość, że może coś nie wyjść. Ale na tym przecież nic się nie kończy. To była tylko alternatywa. Miało się udać. Uda się. Stanąc nad przepaścią i zamknąć oczy. Ja przecież już umarłam. Tylko moje ciało jeszcze musi zdechnąć. Tak nienawidzę tego skurwysyna, że powinnam zrobić to teraz. Nie potrafię opanować tej wściekłości i nienawiści do niego. Nienawidzę kurwa! Chciałabym stąd uciec jak najdalej, gdziekolwiek. Ale po co uciekać.. Przecież i tak spierdalam z tego świata. Żadnej pomocy. Żadnych chęci. Spierdalam stąd. Tak kurwa, wiem, że mogę! Jeszcze tylko.. Ta ostatnia rzecz.. I koniec żywota nastaje. Pierdolę cały ten świat. Jak trzeba mieć najebane we łbie, żeby chcieć żyć? To nie ja powinnam się leczyć. A zatem koniec był bliski. Koniec stał się jeszcze bliższy.


..niepotrzebnie (4) | Dodaj komentarz

Rozdział życia został zakończony.

sobota, 14 maja 2011 0:16

To wszystko stało się takie nierzeczywiste. Wszystko się pojebało.. Jeszcze 4 godziny temu tak się cieszyłam.. Tak uwielbiam te rozmowy, całą hmm.. ..terapię. A jednak.. To, co się rozpieprzyło we mnie, już się nie scali w całość. Już mi wszystko jedno. Tak wykurwiście nie mam siły żyć. Chce mi się drzeć z bólu. Wewnątrz przepala mnie bezsilność. Właśnie umieram. Chciałabym teraz to zakończyć. Nie mam oporów. To jest ten jebany moment, tak długo wyczekiwany, kiedy ja wiem, że mogę. Wiem, że dam radę. A czekam. Czekam na coś, wiem na co. Tak naprawdę czekam na nic. Ale czekam. To już lada dzień. Udało się. W końcu kurwa się udało. Osiagnąć apogeum bezsilności i bólu. Doszłam do miejsca, gdzie cierpienie z bezsilności wygrało ze wszystkim. Nadzieja umiera ostatnia. To właśnie ona umarła. Tak długo na to czekałam. Czy ja się już żegnam? Czy ja w ogóle mam się z kim żegnać? Prawdopodobnie i tak nie ma to dla mnie znaczenia. Przegrałam życie? Czy wygrałam ze śmiercią? A może wygrałam z życiem? Przecież to i tak nie ma znaczenia. Przecież nic już nie ma znaczenia. Nie dla mnie.

 

Nigdy więcej nie spotkamy się,
świecy płomień już zgasł..


..niepotrzebnie (1) | Dodaj komentarz

Bez sensu.

sobota, 30 kwietnia 2011 1:23

Trwam w tym bezsensie.. Chce mi się ryczeć, wyjść i biec. Jak najdalej. I gdzieś po drodze stracić to życie.
Nie ma w tym życiu czegokolwiek, co chciałabym robić. Nie ma nikogo i niczego, co dałoby jakąkolwiek chęć do życia. Ból w środku nie ustaje.. Zatracam się w nim. Nie daję rady funkcjonować. Męczy mnie wychodzenie do ludzi. Nienawidzę ich. Czuję się taka osaczona, kiedy wokół są ludzie. Mam dosyć każdej chwili, która nastaje. Chciałabym wyjść. Tam w to miejsce, na które tak często chodzę. Ale i mieć tą pewność, że już stamtąd nie wrócę. Modlę się o to bym miała na tyle siły, żeby odejść z tego świata.
Jest we mnie jakaś druga, niewielka część, która na coś czeka.. Sama nie wiem na co. Czy terapia może mnie naprawić? Sama nie wiem czy powinnam komuś zawracać głowę moim pieprzonym istnieniem. Tylu osobom byłoby lepiej, gdybym w końcu się stąd odseparowała.. Przestałam już myśleć co potem. Co po śmierci.. Wtedy nie mam czego się bać..


..niepotrzebnie (0) | Dodaj komentarz

Na zawsze.

środa, 27 kwietnia 2011 22:41

W piątek terapia.. Czy ja jej w ogóle chcę? Nie umiem sobie odpowiedzieć.. Jest tragicznie. Nie chodzi o nagłe emocjonalne zdarzenia, w których człowiek chce się zabić z bólu. Od pewnego czasu non stop czuję ten ból w sobie. Jest mi źle, bo.. ..bo straciłam wiarę, nadzieję, chęci. Nie chodzi o to, że nie wierzę, że mogę nauczyć się żyć ze sobą.. Ja po prostu nie chcę. Nie chcę żyć, nie chcę wierzyć. Nie potrafię, nie chcę. To nie mija, z dnia na dzień coraz trudniej jest mi powstrzymać się od kolejnego pójścia na most. Od kolejnego kroku naprzód. Staram się dotrwać do piątku, do spotkania z psycholo. Nie wiem. Chcę stąd odejsć cholera jasna.. Wiec dlaczego tego nie zrobię? Dlaczego jednak czekam do tej terapii? Nie czekam na cud, nie wierzę, nie chcę. Tak cholernie szczerze nie chcę mieć chęci do życia. Czas umierać? Czy ja powinnam komuś dawać szansę na uratowanie mnie? Komu powinno zależeć? Nie ma dla mnie miejsca nigdzie na tym świecie. Żadne myśli o jakimkolwiek wyjeździe.. Gdziekolwiek.. Nie dają mi żadnego poczucia chęci życia. Przeżyłam już swoje. I tak długo wytrzymałam. Nie chcę.. Przed szpitalem, w trakcie, po wyjściu.. Jest tylko gorzej.. Nie rozumiem, jak ludzie mogą nie czuć tego bezsensu. Jak ludzie mogą nie chcieć umrzeć. Nie rozumiem, dla mnie to jest chore. Chore jest to życie.


..niepotrzebnie (0) | Dodaj komentarz

No i w Szpitalu..

piątek, 15 kwietnia 2011 16:34

No i tak też się stało.. 8 kwietnia znalazłam się w Szpitalu Psychiatrycznym na Oddziale Zamkniętym F1.

Heh.. Nigdy nie sądziłam, że tak to się potoczy.. Że myśli i tendencje samobójcze, to coś tak poważnego, że mogą zatrzymać mnie wbrew własnej woli. Przez ten tydzień udało mi się mniej więcej "przekonać ich", że tak naprawdę obecnie nie mam żadnych chęci zabicia się. Po tej codziennej walce o wypis, w końcu się udało.
Było mi tam tak cholernie źle, że chętnie powiesiłabym się tam na jakiejś klamce, ale walczyliśmy i w końcu wywalczyliśmy ten jebany wypis.

Było bardzo ciężko, tak bardzo nie chciałam tam być.. Ale nie żałuję. Trochę nawet myślę, że powinnam tam zostać.. Że od śmierci dzieli mnie tak niewiele, że tylko oni mogliby pomóc..


Patrzę w lustro i widzę obcą postać. Kim jesteś? - pytam. Nie dociera do mnie, że ja to ta dziewczyna, której odbicie widzę, to ta dziewczyna, która ma ogromny psychiczny problem. Dlaczego..?

Wyszłam, siedzę w domu i.. ..i czuję tą cholerną pustkę i mam ochotę się zabić. Nie wiem dlaczego, nie wiem po co. Po prostu tak strasznie mi źle.. Ale nie po to wyszłam, nie po to czeka mnie terapia.. Mogę żyć choćby i po to, żeby zobaczyć czy jest ktoś w stanie mnie wyleczyć.


..niepotrzebnie (0) | Dodaj komentarz

Zabijesz mnie?

wtorek, 01 marca 2011 2:19

Jutro 2 marca. No tak. Mijają dwa lata od powstania tego bloga, dwa lata od pierwszej notki. A ja to wszystko pamiętam, jak by to było miesiąc temu. Rozstanie, tak długi, najpotężniejszy ból, jakiego doznałam w życiu. Utracona nadzieja, a ja wciąż żyłam. I zaczął się kolejny związek, znów było pięknie na początku. Lecz później nie tylko ja okazałam się wcieloym złem. Nie wiem, co było gorsze. Wielki ból.. Czy wielka nienawiść.. Najgorsze było chyba to, że zawsze tchórzyłam. Że nigdy nie skoczyłam.

Szczerze mówiąc przestaję widzieć sens pisania tego bloga. Kiedyś musiałam gdzieś krzyczeć, straciłam wszystko, nie miałam do kogo się zwracać. Może jeszcze wołałam o pomoc? Nie wiem.
Dzisiaj to już nie to samo. Nie piszę z bólu, włada mną nienawiść, bezsilność, totalny bezsens. Marzę o tym, by zostawić ten cały świat, który jest wokół mnie teraz. Żeby wsiąść w pociąg i nigdy tutaj nie wracać. Ale do kogo..
Kiedyś tak bardzo chciałam przetrwać. Każda moja komórka wołała o pomoc. W brutalny i bezsensowny sposób, ale jednak. Dziś nie myślę o przetrwaniu, nie myślę o tym, co będzie, co mogłoby być. Modlę sie o wypadek, o porwanie, zbójstwo. Cokolwiek. Nie mogę sie uwolnić od tych myśli, nawet nie chcę.
Tacy ludzie jak ja nigdy nie powinni trafić do jakiegokolwiek związku. Nie powinni nigdy się urodzić.

 

Brakuje mi.. Kogokolwiek..

Czekam aż znów nadzieja sięgnie dna, zniknie. W końcu przecież się nie cofnę. W końcu zamknę oczy i nigdy już ich nie otworzę.


..niepotrzebnie (4) | Dodaj komentarz

Boli mnie kurwa życie..

niedziela, 20 lutego 2011 1:17

Hetfield mnie prześladuje.. Tak starsznie potrzebuję takiego poczucia bezpieczeństwa, bezgranicznej miłości, jak do kobiety, ale i jak do córki. Moze dlatego zawsze marzyłam o takich starych facetach. Może nikt nigdy nie byłby w stanie dac mi tego czego tak bardzo potrzebuję..

Brnę we wspomnienia.. Przeczytałam wiele własnych rozmów sprzed jakichś 3 lat.. I staram się zrozumieć, jak można być takim człowiekiem.. ..jak ja. Jak można być takim złem, jak można tak krzywdzić ludzi. Wiem, że i mój poprzedni facet i obecny mąż to zajebiście dobrzy ludzie, którzy chcieli dla mnie jak najlepiej. To ja ich niszczyłam, ja ich sprowadzałam do poziomu zera, ja ich zmieniłam. Zmieniłam ich tak, że mnie znienawidzili. Nikt nie wytrzymywał. Nie jest mi żal, że kiedyś to wszystko się rozpieprzyło, wiem, ze tak musiało być. Ale kiedy czytam to wszystko, zdaję sobie sprawę, jak niszczyłam i niszczę wszystkich ludzi. Jak zawsze wszystkiego jest mi za mało, jak bardzo potrzebuję ciągłego zapewniania, opiekowania, pomagania.. Jestem niczym.
Nie umiałam inaczej z poprzendim facetem i byłam potworem. Teraz też nie umiem inaczej. I każdy z Was staje się taki sam.. Tak samo przestaje wytrzymywać..
Bo nikt nie rozumiał, ze to jest we mnie, ja sama nie rozumiałam. Nie rozumiałam, że tacy nie są inni ludzie. Nie wiedziałam, że to, co robię jest chore.
Ja zmieniłam mojego męża. On stracił w moich oczach, bo takim go stworzyłam. A on sam i tak pewnie nie wie, jak się zmienił.. Bo zaczełam wyniszczac tak, jak 3 lata temu poprzedni związek.

Tak zajebiście się nienawidzę. Takich ludzi jak ja powinno się skazywać na karę śmierci, by nie zaburzali społeczeństwa. Nie mogę zrozumieć dlaczego taka jestem. Dlaczego ja i dlaczego nikt nie umie mi pomóc?
Jest tragicznie. Kurwa mać. Wiem, że wszystkim byłoby tu łatwiej beze mnie. I mi też. Kurwa wiem to. Znalazłam sobie miejsce na śmierć. Wszystko już wiadomo. Wszystko jest takie proste. A jednak to kurwa takie trudne. Jest mi tak źle kurwaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa. Ja pierdole. Tak mnie kurwa boli wszystko przez tą jebaną pustkę, a ja kurwa mogę tylko pisać.
Przepraszam wszystkich za moje istnienie. Przepraszam kurwa za mnie i za wszystko, co w życiu zrobiłam. Ale nienawidzę siebie pewnie bardziej, niż Wy wszyscy razem wzięci.


Z góry zapraszam wszystkich na mój pogrzeb, na który i tak nikt nie przyjdzie. Sama bym chętnie na niego przyszła.


..niepotrzebnie (5) | Dodaj komentarz

Cokolwiek.

poniedziałek, 14 lutego 2011 1:33

Nie wiem, co mam robić tak naprawdę. Nienawidzę mojego życia, nienawidzę wszystkiego w nim i wszystkich. Nie mam już siły. Nie wiem dokąd uciekać. A raczej wiem dokąd, ale nie wiem jak, nie wiem, co dalej..
Modlę się tylko o śmierć.. I o odwagę, by pozbawić się życia samemu.

 

Heh.. Rzuciłam studia. Jebie mnie to całe życie. Szkoła Muzyczna czeka.. A ja.. Ja mam dosyć.. Czasem jest dobrze.. Przed godzinę-dwie.. Umiesz chuju tyle naobiecywać.. Chyba i tak w to nie wierzę, po prostu łatwiej to zaakceptować, niż wziąć się w garść i uciec od Ciebie. Ktoś z nas tu zginie. Ktokolwiek to nie będzie, to i tak zginie z mojej ręki.
Nienawidzę Cię. Nie proszę żebyś się zmienił. Proszę żebyś był jeszcze gorszy, jeszcze podlejszy. Bym nie zastanawiała się ani chwili przed odejsciem na drugi świat. Nienawidzę Cię. Może gdzieś wewnątrz kocham.. Może.. Ale tą cienką warstwę Miłości od dawna przykrywa gruby płat nienawiści..


..niepotrzebnie (7) | Dodaj komentarz

Uciec..

niedziela, 30 stycznia 2011 22:03

Więc czym są te wszystkie piękne momenty, w których moja Miłość i pragnienie jego rozbrzmiewa w całej mojej duszy.. Czym są te momenty, w których jest po prostu dobrze.. Czym one są przy chwilach, kiedy nienawiść siega zenitu, bo on po raz kolejny używa siły.. Po raz kolejny bije, po raz kolejny poniża i pokazuje swoją władzę.. Zawsze myślałam, że jak facet by mnie uderzył, to od razu bym odeszła.. Nie jedna tak myślała, z pewnością.. Dziś jest to po prostu normalne, że on mnie tłucze, jak się coś nie spodoba. Że nie zna umiaru, że nie szczędzi sił. Marzę by odejść.. A potem przychodza te dobre momenty i znów myślę, że jest dobrze, ze teraz chce być z nim.. Wiem, że muszę odejść.. Nie tylko dla siebie. Bo przecież jeśli mnie nie może uderzyć, to wyżywa sie na kocie, by tylko sprawić mi ból.. Nienawidzę go.. Marzę by to się skończyło, by pójść krok do przodu, a nie trwać w takim poniżeniu non stop.. Kiedy jest dobrze to cieszę się, że wzięliśmy ślub, że jesteśmy razem, że jest przy mnie. Ale czym są te momenty.. Przecież i tak wraca całe zło.. Juz nie wiem, kto tu bardziej potrzebuje terapii.. Ale gdzie ja miałabym iść.. Tak bardzo nie chce mi się kurwa żyć. Marzę, by sie odważyć. By stanać twarzą w twarz ze śmiercią i oddać się jej, bez zahamowań, po prostu to wszystko zakończyć.. Do tego dążę..


..niepotrzebnie (3) | Dodaj komentarz

Proszę..

wtorek, 25 stycznia 2011 3:17

Boże Przenajświętszy! Błagam Cię całym moim poszarpanym, cierpiącym serduszkiem.. ..Zabierz mnie z tego świata! Błagam! Odchodzi tylu ludzi w wypadkach i nie-wypadkach. Odchodzą ludzie, którzy nigdy nie chcieliby umierać. A ja Cie błagam, jak Ewa błagać może Boga - spaw proszę, aby moje ciało umarło! BŁAGAM. Nie jestem w stanie prosić o nic innego, już najwyższy czas. Pomóż mi prosze pchnąć siebie na tą drugą stronę albo sam spraw, ze się tam znajdę. Proszę. Wszem i wobec znasz moje myśli, a teraz możesz przeczytać to również na moim blogu. Tak bardzo proszę.. O śmierć Cię proszę. Nie ważne, co ona przyniesie. Ale proszę Cię zabierz mnie stąd.. Zabierz.. I nigdy nie każ wracać. Nie chcę walczyć, nie chcę jakichkolwiek zmian, nie chcę żeby było dobrze. Nie chcę tu istnieć, wiesz przecież. O śmierć Cię proszę..


..niepotrzebnie (0) | Dodaj komentarz

Broken.

niedziela, 23 stycznia 2011 22:51

Nienawidzę Cię za to, że przy mnie stałeś się większym złem, niż ja sama. Nienawidzę Cię za Twoją nienawiść, za to jaki jesteś.


..niepotrzebnie (0) | Dodaj komentarz

"Milion małych kawałków"

czwartek, 16 grudnia 2010 1:45

"Nie chce być sam. Nigdy nie chciałem być sam. Kurewsko tego nienawidzę. Nienawidzę tego, że nie mam z kim porozmawiać, nienawidzę tego, że nie mam do kogo zadzwonić, nienawidze tego, że nie mam nikogo, kto potrzyma mnie za rękę, przytuli mnie, powie mi, że wszystko będzie w porządku. Nienawidzę tego, że nie mam nikogo z kim mógłbym dzielić nadzieje i marzenia, nienawidzę tego, że przestałem mieć nadzieje i marzenia, nie znoszę tego, że nie mam nikogo, kto powiedziałby mi, żebym się trzymał, że jeszcze kiedyś je odnajde. Nienawidze tego, że kiedy krzyczę, a krzyczę jak opętany, to krzyczę w pustkę. Nienawidzę tego, że nie ma nikogo, kto by usłyszał mój krzyk, i nie ma nikogo, kto pomógłby mi nauczyć się, jak przestać krzyczeć."


..niepotrzebnie (3) | Dodaj komentarz

Czas..

czwartek, 16 grudnia 2010 0:05

Nadszeł czas, by splątać szubienicę. By zostawić wszystko to, co tutaj istniało, by zostawić cały ból i wszystkie rany.
Pamiętam.. Dwa lata temu.. Było tak źle.. A ja chciałam umierać, bo tak się bałam tego, że to ja zostanę sama, tak się bałam, że zakończy się wszystko to, co wtedy miałam.. Tak.. Zakończyło się, w końcu to od tamtego wydarzenia powstał ten blog.. A dziś.. Dziś marzę o śmierci, bo nie chcę trwać z człowiekiem, któremu powierzyłam się do końca życia. Nienawidzimy się oboje. Jego osoba zaprzecza wszystkiemu, czego ja potrzebuję. I tak też szukam.. Szukam tego czegoś w ludzich wokół.. We wspomnieniach, w marzeniach.
Już pomijając fakt nie radzenia sobie całkowicie ze sobą, z własną tożsamością, z własnym bólem.. Pomijając to, że potrzebuję pomocy, której od nikogo nigdy nie otrzymałam.. To jestem kurwa tak nieszczęśliwa z tym człowiekiem.. Przepraszam. Nie, nie chcę ranić. Wiem, że każdy jest, jaki jest.. Ale ja nienawidzę tego, jaki Ty jesteś. Jaki jesteś jako osoba i jaki jesteś dla mnie..
Czy ucieczka ma jakiś sens? Czas najwyższy napisać parę ostatnich słów i zawiesić szubienicę. Czas najwyższy, by pożegnać wszystko i wszystkich, którzy kiedykolwiek sprawili, że choć odcinek tego życia miał jakikolwiek sens.
Zdążę się jeszcze pożegnać. Zdążę jeszcze napisać parę słów. Tymczasem czas się przygotować..


..niepotrzebnie (1) | Dodaj komentarz

Nic.

poniedziałek, 13 grudnia 2010 18:24

Często bywa, że myślę o tym, co było, o tym 'co by było gdyby..', o tym jak często jedna rzecz zmieniała bieg życia na zawsze.. Myślę o tym, co było kiedyś.. O tych ludziach, którzy pojawiali się i znikali z mojego życia.. I zastanawiam się czy szkoda.. Przychodzą też myśli, że poszłam o krok za daleko, przez który w moim życiu już nigdy nie zaświeci Słońce. Jest mi źle, biję się w środku sama ze sobą. Chciałabym uciec, jak najdalej. Pamiętam, jak było pięknie. Pamiętam, jak było tragicznie. Przez ostatnie 3-4 lata tyle doświadczyłam uniesień i coraz to boleśniejszych upadków. A teraz.. Teraz czuję się jak bym tkwiła w próżni. Zmieniłam swoje życie na zawsze bez możliwości odwrotu.. Tak bardzo tego chciałam.. Ale nie zdawałam sobie sprawy w co ja wchodzę.. Chciałabym by coś się zmieniło. Żebym przestała sie budzić codziennie z myślą o tym, że nie mam innego wyboru, że tak bardzo nie chcę żyć, że to wszystko mnie przerasta..

Anatomia czeka, prezentacje czekają.. A ja zamiast się uczyć, żeby mnie z tych studiów niewyeksmitowali, to siedzę, ryczę i zastanawiam się co dalej.. Nie potrafię wyzbyć się myśli o samobójstwie. Nie wiem czy kiedykolwiek byłam, aż tak bezsilna co do mojego życia.. Nie wiem czy kiedykolwiek tak bardzo marzyłam o śmierci.. Po raz kolejny przestałam modlić się o to, by było dobrze.. Śmierć.. Tylko o nią potrafię prosić Boga..

Nie wiem czy możliwość ucieczki jest taka realna.. Zostawić wszystko i wszystkich, nigdy nie wracać. Może nowe życie czeka na mnie gdzieś tam.. Nie wiem czy potrafię.. Nic już nie wiem..

Co by było gdyby.. Gdyby to życie inaczej sie potoczyło.. Gdyby Bóg postawił na mojej drodze innych ludzi, gdyby czasem coś sie nie wydarzyło.. Co by było.. Pewnie to samo.. Bo przecież ja nie mogę być szczęśliwa.. Albo chociaż tak strasznie nie nieszczęśliwa.. Pewnie to samo, bo przecież mi nikt nie potrafi dać tego, czego potrzebuję..

 

Biję się sama ze sobą o to kim jestem, kim chcę być.. Z zewnątrz wydaje mi sie to takie żałosne.. A w środku odbywa się dramat. Nie mogę dojść do tego kim ja jestem. To tak jak bym patrzyła na siebie zamkniętą w przeźroczystym naczyniu i zastanawiała się kim ja mogłabym być, kim tak naprawdę jestem..

 

Na wsparcie nie liczę, przestałam liczyć.. Wiem, że on nigdy mi nie pomoże i nie będzie w stanie mi pomóc..

 

A może ktoś chce mnie przygarnąć? Gdziekolwiek byle daleko.. I lubię długo spać..

 

Tak strasznie chce mi się kurwa ryczeć. Tak strasznie kurwa chciałabym żeby mnie ktoś przytulił.


..niepotrzebnie (0) | Dodaj komentarz

Hate you.

środa, 08 grudnia 2010 2:50

Jest mi tak zajebiście źle.. Nie wiem, jak wiele razy to pisałam.. Ale cóż.. No jest kurwa beznadziejnie.
Chciałabym uciec.. Uciec jak najdalej.. Od zapoconego i brudnego męża, który się nie kąpie kilka dni, od jego odzywek, słów, ciągłego olewania mnie i ignorowania..
Chciałabym uciec gdziekolwiek. Wiem, wiem, że mogę. I wiem też, że jedyne, co mnie powstrzymuje, to reakcja innych na to. Nie jestem w stanie tak żyć. Nienawidzę tego człowieka, a on nienawidzi mnie. Nigdy nie przypuszczałam, że mój związek może wyglądać, jak związek moich rodziców, których tak naprawdę łączył tylko papierek i wspólne mieszkanie. Żadnych uczuć, każdy miał i ma swoje odrębne życie. A jednak.. Wyszłam za człowieka, z którym łączy mnie.. W zasadzie nawet nie wiem już co.. Jest tragicznie. I tak wiele bym dała, by nigdy go nie poznać.
Nie wiem czy to przeczytasz Krzysztof, w końcu i tak tu bywasz. I nie wiem czy to jest krzywdzące, nie wiem czy wyrzucisz mnie za to z mieszkania. Nie wiem. Ale jest mi wszystko jedno.

Nienawidzę takiego życia. Nienawidzę mojego życia i wszystkiego w nim. Może oprócz Kota. Jest strasznie, jest tragicznie. Nie chcę tego życia i nie daję rady. Nie liczę na cokolwiek. Bo na co ja mogę liczyć? Od jakiegoś czasu bezsilność pozwala tylko myśleć o tym, kiedy i jak najskuteczniej odejść z tego świata. Marzę o tym, by nie żyć. I wiem, że to osiągnę. Bo wiem, że przegrałam już wszystko. przegrałam moje życie, oddając je Tobie.

Licze, że i Ty bedziesz szczęśliwy, gdy tego dnia zdasz sobie sprawę, że moja śmierć była potrzebna, by każde z nas miało szansę na coś lepszego..

Czasem myślę o tych wszystkich ludziach, których spotykałam wcześniej na swojej drodze.. O miłościach niemożliwych, tych jednostronnych, bolesnych, nigdy niespełnionych i o tych całkiem możliwych.. Znienawidzili mnie wszyscy oni.. A Ty.. Ty się nie poddałeś i dzięki temu znienawidziliśmy sie oboje.

Czy się już żegnam? Nie wiem, nie wykluczam.. Nie wykluczam też, że przed odejściem pojawi się jeszcze nie jedna notka.. Po prostu nie wiem.. Czekam na moment, odpowiedni.. Ostatni..


..niepotrzebnie (2) | Dodaj komentarz

Jest tak.

poniedziałek, 29 listopada 2010 2:03

Zastanawiam się, jakim musiałby być świat, by mój fragment mógł się jakoś do niego dostosować. Nie istnieje taki świat. Nie istnieje życie, w którym chciałabym żyć. Nie daję sobie rady. Mogłabym przespać całe życie, nic nie robiąc. Olać studia, nie szukać kolejnej pracy, nic. Po prostu nie mam siły. Ten bezsensowny system mi nie odpowiada, nie odpowiada mi wszystko takie, jakim jest w tym świecie. Chciałabym stąd uciec, jak najdalej, jak najszybciej. Sama, co dzień zadaję sobie pytanie dokąd ja zmierzam, czego chcę, a przede wszystkim - kim ja jestem i kim chciałabym być. Nie wiem. Codziennie wydaje mi się, że odpowiedzi na te pytania są całkowicie różne. Jestem sama w sobie nieokreślonym bezsensem, który wciąż chciałby być inny, który codziennie chciałby czego innego. Chcę wszystkiego. Nie chcę niczego.
Jest tragicznie. Ty nie jesteś mi pomocą w żadnym stopniu.. Ty i życie z Tobą ciągnie mnie w dół, a ja wyjąc z rozpaczy i bezsilności zastanawiam się nad moim sensem bytowania. Kochamy się tak, że musimy byc razem. Nienawidzimy się tak bardzo, że chcielibyśmy uciec w dwie przeciwne strony, jak najdalej. Normalnie nie zwracam na to uwagi. Jednak czasem przychodzi chwila refleksji i zastanawia mnie czy jakikolwiek związek, małżeństwo potrafi zadawać sobie codziennie tyle bólu i nienawiści.

Boję się. Boję się nowych ludzi, presji, a przede wszystkim jakiegokolwiek wysiłku, który w moim mniemaniu jest bezsensowny w tym systemie. Nie zamierzam pracować całe życie, bo nie po to się tu męczę z moimi zwłokami, żeby pracowac cały czas. Odpada. Nie wiem. Przeraża mnie to, ale przerasta również w każdym stopniu.

Chciałabym umrzeć. Ale nie wiem czy potrafię. Po przetwaniu tylu tragicznych okresów, tylu lat w bólu, tylu chwil nie do przejścia.. Po przetrwaniu takich rzeczy, zabić się wcale nie jest tak łatwo. Marzę o tym, marzę, by coś mnie pchnęło na drugą stronę. Widząc na ulicy karetki na sygnale, słysząc w telewizji o tylu wypadkach.. Zawsze zastanawiam się dlaczego kurwa mi się nie może nic przydażyć, żebym wreszcie wypierdoliła z tego świata.

Kocham Cię mężu. Jednak odczuwalnej miłości między nami jest conajmniej trzysta tysięcy razy mniej niż nienawiści, jaka istnieje między nami. Boli. A nawet nie chodzi tu już o ból.. Ale o samą bezsilność..

Marzę o psychiatrze, marzę o tym, by ktoś mógł wysłuchać tego całego gówna w najgorszych momentach, żeby naprawił we mnie wszystko to, co nie działa poprawnie. Czyli całą mnie.
Bo choć w człowieku chęć dążenia do śmierci jest ponad wszystko, to nadzieja zawsze umiera ostatnia. Niestety. Tak, również żałuję, przykro mi. Też mam tą pieprzoną nadzieję.. I to chyba zbyt czesto..

 


..niepotrzebnie (0) | Dodaj komentarz

Odejść..

piątek, 12 listopada 2010 4:40

Tak bardzo chciałabym odejść, nic nie czuć, nigdy.. Nienawidzę Ciebie, tego co robisz, tego jaki jesteś. Marzę o śmierci, znów tylko ona oplata mój umysł od początku do końca.. Nie daję rady.. Sama ze sobą, a co dopiero ze światem zewnętrznym.. Potrzebuję kogoś blisko.. Nie, nie Ciebie.. Bo Ty mi nie potrafisz dac tej bliskości, nie potrafisz zapełnić pustki.. Dzięki Tobie.. Dzięki Tobie mam nadzieję pokonam każdą barierę, by wreszcie odejść z tego świata.
Zdycham, jak śmieć, jak szmata.. Gniję, zdycham..


..niepotrzebnie (0) | Dodaj komentarz

Żona męża.

środa, 27 października 2010 23:29

No i wyszłam za mąż. Zero stresu, a dzień najcudowniejszy w życiu. Zapewne tragicznie i tak będzie, ale póki co, trzeba zyć dzisiejszym dniem.


..niepotrzebnie (1) | Dodaj komentarz

Zniknąć..

wtorek, 12 października 2010 23:49
Siedzisz tak blisko, tuż obok.. A żal ściska mi serce, dławię się bólem. Jestem tak zagubiona w sobie, że rozpadam się na wszystkie strony świata. Nie wiem, co robić. Chciałabym uciec. Daleko, na zawsze. Już nigdy tutaj nie wracać. Może tak się stanie? Może jutro spakuję kilka rzeczy i ruszę przed siebie, daleko, jak najdalej..
Nie wytrzymuję.. Przede wszystkim sama ze sobą.. Myśli pożerają mój umysł, jest mi tak cholernie źle.
Chciałabym umrzeć, tak po prostu, od razu. Może jutro? Może najbliższe dni dadza odpowiedź na tą długo oczekiwaną chwilę?

Z zewnątrz wszystko zaczęło się układać.. A w środku? Każda część mnie wrzeszczy bez opamiętania..

And I don’t want the world to see me
’cause I don’t think that they’d
Understand..

..niepotrzebnie (1) | Dodaj komentarz

Zmienia się..

sobota, 09 października 2010 14:39
Coś się zmienia, wszystko się zmienia. Do ślubu pozostało 18 dni. W końcu człowiek po kilkudziesięciu dniach, ma kawałek wolnego czasu. Choc w wolnych chwilach nachodzą mnie dziwne myśli. Nie potrafie odnaleźć siebie w sobie, codziennie zastanawiam się kim mogłabym być, kim chcę być, kim jestem.. Pozostaje trochę pustki za starymi ścianami. Za mieszkaniem z rodzicami nie tęsknię. Czasem tylko za samym budynkiem, pokojem, w którym spędziło się 19 lat swojego życia. Wszystko się zmienia, myśli o samobójstwie nieraz powracają, ale nie jest tak źle, jak było jeszcze ze dwa lata temu.. Czas mija szybciej, niż kiedykolwiek mogłabym przypuszczać..

..niepotrzebnie (0) | Dodaj komentarz

No.

czwartek, 02 września 2010 21:45

A jednak.. Żyję, pracuję, studentką też jestem. I chuj. Bo 27 października 2010 roku staniemy przed Ołtarzem, żeby zawrzeć małżeństwo.

Warto było..


..niepotrzebnie (2) | Dodaj komentarz

Goodbye.

niedziela, 22 sierpnia 2010 0:19
Nie wiem, co pisać.. Z jednej strony starsznie potrzebuję teraz coś napisać, powiedzieć.. A z drugiej strony teraz wszystko tam we mnie utknęło, że dłąwię się tym i nie mogę się pozbyć..
Wiem, że nie powinnam, wiem, że to jest wbrew wszystkiemu i tego nie chcę.. Z drugiej strony kocham..
Rzygam moją bezradnością i bezsilnością w tym momencie. Dławię się tym, jak żałosna teraz jestem, jak mogłam dac się tak zrobić..
Jak można wybaczać tak wiele razy, jak można wybaczać najgorsze rzeczy, których po najbliższej osobie się nie spodziewa..
Czy dziś też umiem wybaczyć? Czy moja granica też została przekroczona?

Ja zadaję ból, jestem szmatą, klnę, wydzieram się i wyżywam. Ale są jakieś wartości, którym zawsze potrafię pozostać wierna.

Say Hello, Say Goodbye..

..niepotrzebnie (2) | Dodaj komentarz

To tyle.

sobota, 14 sierpnia 2010 13:44
Wszystko chuj. Tak, racja, nie chcę żyć. Żegnam.

..niepotrzebnie (0) | Dodaj komentarz

Kiedy nie słyszysz.

czwartek, 12 sierpnia 2010 23:20
Przecież moje życie bez tego, nie miało by prawa istnieć. To ta nieodłączna jego część. Krzyczę. Znów krzyczę. I znów nie ma nikogo, kto krzyk by usłyszał. Tak bardzo Cię teraz potrzebuję. Potrzebuję Cię blisko, bo Ciebie blisko nie ma. Swoją nieobecnością wywołujesz cierpienie, które złagodzić może tylko Twoja obecność. Czuję, jak wszystko wewnątrz, ściska ból, jak dławi i obezwładnia.
Przecież nie chcę umierać. Przecież chcę żyć z Tobą.. Przecież prawdziwa Miłość zdarza się raz w życiu i nigdy nie ustaje. I tak, chcę żyć, skoro w niej trwam.
A dziś.. Woła Cię każdy fragment mojej duszy. Żebyś był. Po prostu. Przy mnie, ze mną. Tutaj blisko.

..niepotrzebnie (0) | Dodaj komentarz

Nic.

piątek, 23 lipca 2010 17:01
No tak. I nawet ja zostałam studentką. Kto by się spodziewał. Przecież i tak rzucę te studia. Zobaczymy..
W końcu jutro się wyjdzie i będzie się przebywało z Krzysiem 24h/dobę. Choć często nam to na dobre nie wychodzi. Trudno..
A potem szukanie pracy. Pracy, której się zajebiście boję. Przebywania wśród ludzi, presji, stresu. Próbuję zmienić swoje myślenie, ale nie potrafię.
Nawet nie jest mi źle. Po prostu boję się przyszłości, tej najbliższej.

..niepotrzebnie (1) | Dodaj komentarz

Nienawidzę.

niedziela, 11 lipca 2010 0:21
Chyba dość długo oczekiwany moment nadszedł.. Moment kiedy przestaje się wszystko liczyć, kiedy serce rozrywane na tysiące strzępów woła tylko "zabij mnie, zabij, by już nie czuć..". Nadszedł w końcu czas, kiedy całą przestrzeń wewnątrz wypełniają tysiące myśli, tych marzeń i planów by w końcu zakończyć swój żywot. By nastał kres tego gówna.
Wiesz Krzysiu.. Kocham Cię. I marzę byś się ode mnie uwolnił, marzę by spierdolić w dół z jedenastopiętrowego budyneczku albo wpasć pod pierdolony samochód albo samolot byłoby fajnie. Ale to drugie chyba niezbyt możliwe.
Jest mi smutno, jest mi źle.. Powrócił czas, kiedy łez nie da się powstrzymać.
Przynajmniej znów przejrzałam na oczy, jaką jestem suką. I nagle z wielkiego samouwielbienia znaleźć się znów w pełni nienawiści do siebie. Przynajmniej w tym nigdy nie miałam wątpliwości.

Kto by pomyślał, ze ja tyle przeżyję? Że zdam maturę, że dalej będę funkcjonować. Czas to zakończyć prawda? Nie chce mi się żyć. Przeraża mnie przyszłość. A raczej brak tej przyszłości. Nicość.
Żadnego oparcia w kimkolwiek, zero zaufania do kogokolwiek. Nie ma nawet już żadnych chęci, by cokolwiek w sobie zmieniać. Śmieć, zawadzający, który tylko syfi swoim bytem życie innych ludzi.

Mam dosyć. Gówno trwające tyle lat, pierdolony syf, walka z Wami i jeszcze więskza walka ze sobą. Tego właśnie chciałeś Boże, pozwalając na poczęcie takiego tworu, jakim ja jestem? Chciałeś ukarać ludzi zsyłając im moją personę, prawda?
Ale dziękuję Ci, że taka jestem. Bo nie chcę być taka, ale inna też nigdy nie chciałabym być. 

..niepotrzebnie (0) | Dodaj komentarz

No!

czwartek, 01 lipca 2010 1:45
Czas wybywać, bo maturka pięknie zdana! Ahh.. Nawet ja mogę być z siebie dumna.

Wiele myśli przez głowę przechodzi.. Ale okres, w którym się znajduję to raczej gonitwa za tym, co sie dzieje, niż zagłębianie się we własnym bólu. Często mi tego brakuje.. Ale też.. Nawet nie chce mi się umierać.
No to jedziemy Krzysztofie. Boję się tylko, że mam za duże nadzieje, co do tego, że codziennie będziemy śpiewać, grać i kąpać się w zbiorniku wodnym zwanym jeziorem. Boję się, że za wiele bym chciała.. Ale czy to ważne? Ważne, że z Tobą Krzyś. Kocham Cię, jak wiesz i się skarżysz, że za rzadko Ci to mówię.

..niepotrzebnie (0) | Dodaj komentarz

Niezbyt sensownie..

sobota, 26 czerwca 2010 3:47
Heh.. Zawsze pisałam, jak było źle, bardzo źle, na skraju wytrzymałości.. Cieszę się, że ostatnio nie potrzebuję tego aż tak bardzo.. Dzięki Niemu? Na pewno.. Mimo codziennych kłótni, wyzwisk i bólu zadawanego w najczulsze punkty czy momentów, kiedy dochodziło do rękoczynów, to jednak jestem szczęśliwa z Tobą Krzysiu.. Naprawdę szczęśliwa.. I kocham Cię Krzysztofie..
Brakuje mi trochę tego bólu.. Brakuje mi codziennych łez z rozdzierającego wnętrze cierpienia.. On jest, ale nie tak czesto jak kiedyś, nie codziennie. Pewnie dlatego, ze jestesmy tak blisko, że ta Miłość jest tak możliwa, w każdej chwili, tu i teraz..
Choć często myślę, że ten obezwładniający ból powinien mi towarzyszyć częściej w ogromnym natężeniu, zastępując choć trochę kłótni, jakie codziennie sie toczą.. Bo boję się, że w końcu tego nie zniesiesz, a ten przeszywający ból.. Dzień w dzień da się z nim żyć.. Choć kres tych dni pewnie gdzieś jest..

16 czerwca.. Najpiękniejszy dzień w moim życiu.. Chyba piękniejszym bedzie tylko dzień naszego ślubu.. Już niedługo zapewne..
No tak.. Metallica w Polsce.. W Warszawie.. James.. I moje tępo wpatrzone oczęta w Niego.. No tak, cudowne przeżycie.. Choć ból straszny i marzenia, by poznać Jamesa, a nie tylko widzieć Go z kilkunastu metrów.. Może kiedyś..
A po Thrashowym koncercie śpiewanie piosenek Dody z Klaudią.. Ahh..
Wybory.. Choć moja wiara w II turę Napieralskiego poszła się jebać..
A potem Dzień Deskorolki..

Niby tyle się dzieje.. A mnie 1,5 miesiąca wakacji już zanudziło.. No tak.. Ale jeszcze tylko wyniki matur i spokój..

Tyle się zmienia.. To długowłose dziewcze latające przez 10 lat swojego życia w samych męskich ciuchach, nagle wbija się bezwstydnie w spódniczkę zakrywającą ledwo tylne partie ciała i niczym dziwka z horroru, wychodzi na ulicę z pewnością siebie zahaczającą o samozachwyt. Raz się wielbisz raz nienawidzisz. A czy to źle? Wśród tej całej nienawiści do siebie, pouważać się za najzajebistszą osobę, która spogląda z góry na wszystkie jednostki posiadające jakże mały przy niej iloraz inteligencji.
No tak.. Niezaleznie od wyglądu mogę być rozkurwioną dziwką, mającą na każdego wyjebane i objeżdżającą każdą spotkaną jednostkę..
Ale żeby się wyrównało to naprzemiennie bywam jakże życzliwą dla społeczeństwa, spokojną i pomocną osobistością.
Myślałam nad tym długo.. A w zasadzie pół życia spędziłam na myśleniu o tym, jaka chciałabym być, bo nienawidzę tego, jaka jestem i czym jestem. Nienawidzę w sobie tej nienawiści.. Wszystkiego nienawidzę. Ale za nic nie potrafię nie być taką żałosną, zmieniającą się co chwilę jednostką..

Chyba dawno nie napisałam czegoś tak zjebanego.. Ale chyba chciało mi się coś napisać.. Coś takiego..
Ile to ja razy zostawiałam bloga, ile razy miała być ostatnia notka i miałam się zabić, ile to ja razy kasowałam te ostatnie pożegnalne notki.. Bo tak - chciałabym umrzeć.. Ale.. Chyba jest mi za dobrze.. Oczywiście na tyle dobrze, na ile może być człowiekowi nadwrażliwemu na każdy czynnik, który go dotyczy, człowiekowi, który nie panuje nad sobą i któremu bólu nie sposób nie sprawić..
Może się uczę.. A może to tylko złudzenie.. Nie wiem.. Żyję jak na razie.. I szczerze mówiąc, kogo to obchodzi.. Taka malutka, niewyróżniająca się jednostka, która chciałaby być tak bardzo zauważona i wyróżniona na tym świecie..

..niepotrzebnie (2) | Dodaj komentarz

Puste słowa..

poniedziałek, 17 maja 2010 1:09
Żegnać się, a może nie?
Czy jakiekolwiek pożegnanie ma jakąkolwiek wartość? Czy ja chcę jakiegokolwiek pożegnania?
Nie myślałabym, ze tak się zmienisz.. Że swoją obojętnością i pozostawieniem mnie samej sobie, doprowadzisz do takiej nienawiści, jaką Cię darzę.. Bóg Ci wybaczy, ja nie potrafię.. Nie potrafię Ci zaufać już w czymkolwiek, nie potrafię myślec o niczym innym niż o samobójstwie.. Kocham Cię.. Ale jesteś dla mnie nikim. Sama też jestem niczym.. Choć tak cholernie potrzebowałam Twojej bliskości, kiedy Ty wolałeś się dobrze bawić i robić ambitne rzeczy.. I nadal jej potrzebuję, to nie potrafię.. Nie potrafię nawet wyobrazić sobie nas szczęśliwych.. Nie chcę nigdy wiecej czuć Twojego dotyku, nie chcę nigdy wiecej wierzyć w jakąkolwiek Twoją miłość czy puste słowa, że Ci zależy.. Nie chcę nigdy więcej wierzyć, że jakkolwiek można żyć..
I jak to w mojej niedoszłej już prezentacji "W życiu piekne są tylko chwile.. Dlatego czasem warto żyć.." - nie chcę już nigdy wierzyć, że warto żyć, dla jakichkolwiek chwil..
To Ty, dziś, przegrałeś moje życie..

..niepotrzebnie (3) | Dodaj komentarz

Khmmm..

sobota, 01 maja 2010 16:15
Zakończenie roku.. Takie puste, nudne.. Myslałam, że inaczej będzie wyglądało zakończenie liceum. A było takie.. Nic nie znaczące..
Boję się, że teraz coś się zmienia, że nagle wszystko pęknie i zniknie na zawsze. Boję się, że K. obierze inną drogę życia. Że nagle zapragnie innego życia. Niz życie ze mną. Widzę jak przestałam mieć dla Niego znaczenie.. Może to juz tylko złudna nadzieja, że my damy radę przetrwać? Może to tylko puste marzenia, które nie mają prawa zaistnieć? Nie wiem, co robić.. Przecież jak jest dobrze, to nie czuję potrzeby pisania. A teraz czuję ogromną. Tak jak pustkę w środku. Przecież się nie zabiję teraz. Przecież ten ból, który teraz mnie pożera to moja codzienność. To uczucie tak obecne i zakorzenione, że jest tak bardzo bliskie. Znam je, a mimo to.. Mimo to tak cholernie trudno jest zawsze przetrwać.
Ale ważne przecież, że mamy bilety. Że 16-go czerwca będziemy piszczeć jak szczeniaczki na widok Jamesa na scenie.. No tak.. Może Krzyś i Klaudia się powstrzymają..
Szkoda tylko, że w takich chwilach jak dziś, to nie jest nawet ważne.. Że nie liczy się nic oprócz "tu i teraz".
A może by tak w czasie matury, nagle wyskoczyć z okna.. To byłoby coś.. Tylko chyba za nisko.. No nic.. Pomysłów na samobójstwo raczej nie braknie. Może środków do tego i nieco więcej chęci i zapału. Chwilowo wytrzymam. Bo Cię kocham Krzysztof. Nawet, jak masz mnie obecnie w poważaniu. 

..niepotrzebnie (0) | Dodaj komentarz

Przegrałam.

wtorek, 20 kwietnia 2010 22:55
Pomijając, że rozsadza mi łeb od sześciogodzinnego ryczenia i kurwa flaki wyrzygam z siebie zaraz, to kurwa mać nie chce mi się żyć.
Boli.. Bardziej boli wewnątrz.. Nie wiem.. Nie wiem, co mam robić..  A przecież wystarczyło wejść.. Wejść tam naprzeciwko szkoły na którykolwiek budynek.. I polecieć.. Wyobrażałam sobie tę chwilę.. Wiedziałam, że w tym momencie nie liczyło sie dla mnie to, żeby ktoś złagodził ból.. Liczyło się to, ze chciałam umrzeć i chciałam odejść.. Jest mi źle.. Tak wykurwiście źle, jak rok temu, kiedy..
Znów życie stało się oczekiwaniem. Oczekiwaniem w strachu na kolejny dzień. Strach przed przyszłością, przed czymkolwiek. Nie chcę żyć.. Nie potrafię w wybraźni znaleźć mojej przyszłości.. Widzę, jak ginę w wypadku, widzę jak sama pozbawiam siebie życia, ale nieco przez przypadek.. Takie mam wyobrażenia od kilku lat o własnej śmierci.. Zawsze takie same.. W takim momencie nie liczy się już nic.. Nie liczą się bilety na Metallicę spoczywające w mojej szufladzie, nie liczy się kto jest, a kogo nie ma, nie liczy się dla kogo i po co.. Liczy się tylko to, jak boli, jak strach paraliżuje.. Jak czuję się jak najbardziej obca osoba, dla kogoś kto zawsze był mi najblizszy.. Czuję sie jak śmieć dla Niego i dla siebie. Czuję, że nawet strach wzbudza we mnie powiedzenie czegokolwiek.. Taka moja rola w tym świecie, prawda?
Miałam cholerne pragnienie żeby się pociąć.. Od tak dawna.. Nogi, nadgarstki, cokolwiek.. Ale wizja tego, że to ja mam przyłazić bez spodni na zakończenie roku za 10 dni, powstrzymuje mnie od tego. Głupie. A jednak.

Już przecież wszystko jedno.. Ja po prostu nie chcę żyć.. Tak cholernie kurwa nie chcę żyć.. Po tych tragicznych chwilach.. Mimo, ze później było tak pięknie.. To we mnie siedział tylko ból i strach. Kocham. I wiem, że Krzyś jest Kimś z kim chcę spędzić całe życie.. On jest moim życiem.. Ale czuję się jak bezbronne dziecko, któremu On już nigdy nie pomoże, bo coś się zmieniło w Jego podejściu. Jest taki sam.. Jak.. Jak ten poprzedni facet po rozstaniu.. Tylko Krzysiek nie jest chamem i prostakiem. Zmieniło się.. I nagle jestem sama ze sobą. Sama ze sobą mogę sobie mieszkać, sama ze sobą mogę sobie brać ślub, sama ze sobą mam sobie dać radę. Zmieniło się wszystko. A ja.. A ja zostałam sama, bo wszystko opierało się na Naszej Przyszłości.. Czuję tylko to, że On jest ze mną, żeby po prostu być.. Czuję, jak by to był związek rodem z podstawówki. Gdzie nie chodzi o przyszłość, o wspólne życie.. Ale o chwilowe bycie razem. Właśnie to się zmieniło w Jego podejściu. Właśnie to ja tak odczuwam. I własnie to tak cholernie kurwa boli.

Tych kilka ostatnich dni.. Ostatnich dni nauki w szkole w życiu.. To chyba powinno być spełnione pożegnanie.. Na mnie już czas, prawda?
Kocham Cię Krzyś.. Ale znów ból zdławia mnie w środku. Obezwładnia i paraliżuje. Odbiera zdolność do zrobienia czegokolwiek..
Bo przecież jestem tym, czym jestem. Bo przecież nie jestem zdolna żyć z Kimś, prawda?

..niepotrzebnie (1) | Dodaj komentarz

Someday..

czwartek, 04 marca 2010 0:23

Pfahaha.. Matura za dwa miesiące. Pomijając fakt, że nie poprawiłam pizdy na semestr z historii to i tak mogę się zajebać o kant dupy. A nawet jeśli zajebie tego pierdolonego zjeba i mnie dopuszczą do matury, to chyba jeszcze większa pizda. Prezentacja maturalna nawet nie zaczęta. A taki zajebisty temat sobie wybrałam.. A tak mi się kurwa nie chce. Nic mi sie nie chce.
Nie poszłam sobie do szkoły, żeby iść na deske. Ha ha. Pierdole to. Mam dosyć. Wszystkiego. Chciałabym zostać sama ze sobą zamknęta w ciemnym pokoju. Sama ze sobą. Z deską i gitarą. I wszystkimi wspomnieniami. I tymi pięknymi, i tymi tragicznymi. Dzięki nim byłabym w stanie wywołać w sobie każde możliwe emocje. Czuję się durnowato bezsilna, bo życie się toczy. Bo życie, które było przez te ponad 18 i pół roku po prostu.. ..wyjebać można. Żal mi. Wszystkiego mi żal.. Żyję tylko przeszłością i przyszłością.. Nie potrafię życ tu i teraz. Nie ma mnie. Czuję teraz, że chciałabym polecieć. Ten ostatni raz.. Skok spadochronowy bez spadochronu.. Chciałabym.. Bardzo. A najbardziej chciałabym przezyć własną smierć.. Zobaczyć reakcje ludzi, własny pogrzeb. A może w ogóle nikt by nie przyszedł? Nie wykluczam. Chciałabym to zobaczyć.. Chyba właśnie to blokuje mnie przed śmiercią.. Chęc zobaczenia, co się po niej zmieni. Czy cokolwiek się zmieni.. Czy ktokolwiek to zauważy, odczuje..
A może czas umierać? Przecież co dzień zadaję sobie to pytanie. Co dzień odpowiedź jest jedna - tak, to ten czas, ale przecież mogę wytrwać. Więc czekam. Czekam do momentu, w którym nie wytrwam. Czekam.. Od ponad 5 lat..
Chce mi się ryczeć, ale nie jestem w stanie. Chce mi się krzyczeć, ale nie mam do kogo. Nie chce mi się żyć, ale mam dla kogo.


..niepotrzebnie (0) | Dodaj komentarz

Żeby nigdy już..

czwartek, 11 lutego 2010 23:11
To będzie dzisiaj trzecia albo czwarta notka. Z tym, że nie piszę tutaj. Pisze tam, gdzie nikt tego nie znajdzie, nie przeczyta. Lepiej jest, kiedy mogę tak pisać. Ale tutaj tak czy inaczej wchodzę.
Zadziwiają mnie statystyki. Po pierwsze ilosć osób, które tu wchodzi. A po drugie osoby, które tu wchodzą. No tak.. Wgląd do wszystkich adresów IP i dokładnej lokalizacji robi swoje.

Popełniłam chyba największy błąd w życiu.. Śpiewanie, lekcje, Filip.. Nigdy sobie tego nie wybaczę. I nigdy nie zrozumiem dlaczego tak zrobiłam. A raczej.. Wiem dlaczego.. Ale nie rozumiem dlaczego..
Trzeba ponieść konsekwencje swoich czynów.. Trzeba.. Trzeba odejść. Nie jestem w stanie znieść tego, co się stało.. A tym bardziej nie jestem w stanie już żyć jakkolwiek.. Bo nic nigdy się nie zmieni..

Jest źle.. Cholernie źle.. I zapewne nie ma osoby, która ma jakiekolwiek pojecie dlaczego.. A przepraszam. Ja wiem.
Żal mnie zżera, pustka pochłania całe moje wnętrze. Czuję w środku tak piekący ból, takie piekło, że modlę się nie o to by było lepiej, ale o to by odejść. I odchodzę. Trzeba w końcu się na to zdecydować. Cholera trzeba. Ile można się bać zabić albo mieć nadzieję?!
Jest mi tak źle, ze ja pierdolę. Ostatni raz czułam się tak.. Prawie dokładnie rok temu.. A w zasadzie dokładnie rok temu też.. Bo wtedy piekło jakie przeżywałam trwało kilka miesięcy, zanim zaczęłam jakkolwiek radzić sobie z bólem z tym związanym..


A dziś.. Kolejne godziny w płaczu i bólu.. Nienawidze siebie za to..
Dziękuję Krzysiu za każdą pomoc.. I za to, ze mimo wszystko jesteś ze mną i jesteś blisko.. Nie rozumiesz wielu rzeczy.. Ale ja i tak nie chcę żebyś wszystko rozumiał.. Kocham Cię.. I jestem cholernie szczęśliwa, ze jestem zaobrączkowana i jeszcze w tym roku mam nadzieję będziemy powtarzali sobie przysięgę małżeńską. Wytrzymaj tylko. Proszę.

W tym momencie łapię rozmyslanie. Zabić się czy nie. I tak myślę i myślę. Cały czas. Jak to idiotycznie musi brzmieć. Ale strasznie chciałabym umrzeć. Odważyć się, skoczyć.. Ten ostatni raz.. A moze już teraz.. Moze nie ma po co sie zastanawiać tylko chuj życie! Idę się zabić! Tak strasznie chcę umrzeć.. Ale jeszcze bardziej żyć. Tylko nie potrafię ani jednego, ani drugiego. A może? Może wystarczy powiedzieć sobie, że nie ma odwrotu, ten jeden jedyny, ostatni raz..
Żegnajcie - czy to są dziś ostatnie słowa? Czy to są ostatnie słowa, które piszę w życiu? Moze.. Nigdy tego nie wiem.. Z całych sił chcę się po prostu odważyć. Odważyć, zeby już nigdy nic nie czuć.

..niepotrzebnie (3) | Dodaj komentarz

The end.

sobota, 30 stycznia 2010 1:31
Jak widać ja żyję.. Bla bla.. Nie chce mi się pieprzyć..
Pisze nowego bloga. Nie chcę żeby ktokolwiek miał do niego dostęp, bo muszę pisać rzeczy, których nikt nie powinien przeczytać.
Tyle pozostawiam po sobie dzisiaj, tutaj..
Dziękuję wszystkim, którzy przewineli się przez ostatni rok przez tego bloga. Dziękuję wszystkim, z którymi pisałam, któzy zostawiali komentarze, których w ogóle cokolwiek obchodziło.
Wiem, ze nie mogę tutaj dalej pisać. Zbyt wiele rzeczy musi pozostać we mnie nieujawnionych dla kogokolwiek, a muszę o nich pisać.

Nie wiem co bedzie dalej. Może kiedyś zacznę tu pisać znowu. Może czasem cos będę tu pisać.. Może niedługo umrę.. Może cokolwiek innego. Nie wiem. Tylko jedno się wciąż nie zmieniło.. Jest mi źle. Cholernie źle samej ze sobą i zajebiście sobie nie radzę ze wszystkimi emocjami i uczuciami. Jestem sama w sobie pogubiona, jak bym nie miala tożsamości i jej poszukiwała przez te ostatnie lata.. Nie wiem kim jestem i nie wiem kim chciałabym być. Tak, to jest koszmar. Nie zrozumeisz, ja wiem, ze nie zrozumiesz.. Czy tak będzie zawsze? Nie wiem.. Pewnie tak..

psychopata@10g.pl

..niepotrzebnie (0) | Dodaj komentarz

Żegnam.

wtorek, 19 stycznia 2010 1:04

Dziś to ja żegnam się z całym światem. Żegnam koszmar, w którym trwałam ponad 18 lat. Tak się cieszę. Choć serce pęka mi z żalu, ból ściska każdy fragment mojego ciała, to ja.. Ja jestem szczęśliwa, bo odchodzę. Bo wiem, że mogę. Bo wiem..


Krzysiu.. Nie umiem Ci już nic powiedzieć.. Czy kocham? Na pewno.. Przykro mi, że przez to przeszedłeś. Przykro mi za całe moje życie.
To musiało sie tak skończysz. Może wierzyłeś, że można inaczej. Nie wiem. Może ja też wierzyłam. Ale szybko przestałam wierzyć.
Ból.. To on mnie pokonał.. To on mnie zniszczył. Tak, to ból i pustka. Rozpieprzony obraz samej siebie, który był raniony jeszcze bardziej niż sam potrafił ranić. Ranił w najczulsze punkty. A był raniony niczym.
Dzisiaj tego nie zrozumiesz, dzisiaj nikt tego nie zrozumie. To my. Marginesy społeczne nie umiejące nad sobą panować. Pieprzeni, tak cholernie wrażliwi ci, którzy bronią sie zadając ból. Ja poległam. Dzisiaj ja, jutro ktoś inny. To przecież nie ważne. Bo ja przecież nie potrafiłam już żyć.


..niepotrzebnie (0) | Dodaj komentarz

I tyle..

niedziela, 17 stycznia 2010 2:25

Nigdy nie zrozumiesz.
Łzy bezczynnie spływają.
To nie pora na cięcie.
Pustka.
Niczym niewypełniona pustka.
Gdzieś wewnątrz krzyczę.
Lecz zabija ta pewność.
Że nie ma nikogo, kto krzyk by usłyszał.
Siedze i płączę.
Znów ta sama.
Znów inna.
Umieram, wiesz?

Nie wybaczysz mi, wiem. I Ciebie też zeżre ból. Odchodzę. I żadne z nas już nic z tym nie zrobi.. Odchodzę.
Przestałam walczyć. Oblałam sie obojętnością.

Pokonałam się sama.


..niepotrzebnie (0) | Dodaj komentarz

Odchodzę..

sobota, 16 stycznia 2010 1:01
Nie wierzę, że znowu to się dzieje.. Nie wierzę w to, że nic się nie zmienia.. Nigdy.. Zawsze wszystko pozostaje takie samo.. Tylko przychodzi w różnych momentach.. Nie wiem dlaczego, nie wiem.. Szczerze mówiąc tutaj i tak nie moge pisać tego, co powinnam.. Nie mogę, bo sama nie rozumiem, jak mogę taka być.. I skąd takie myśli, uczucia i emocje we mnie.. Nie wiem, co mam robić..
Znów mi tego brakuje.. Pierdolone uczucie.. Uczucie, ze potrzebuję zeby ktoś mnie zrozumiał.. Żenująco to brzmi.. Ale taka jest prawda.. Wiem, że nikt nie jest w stanie zrozumieć tego, co w środku.. I chyba dlatego pojawia się to bezskuteczne poszukiwanie kogoś.. Kto zrozumie.. Nie mówię o związku.. Mówię o człowieku, który słuchając o tym, co ja przeżywam poryczałby się nie ze smutku, ale ze wzruszenia.. Pamiętam, jak.. Nie ważne.. Nie mogę tutaj pisać.. Nie mogę.. Jest tyle rzeczy, które chciałabym i powinnam napisać, ale nie mogę.. Rzeczy, których nikt nie powinien czytać..

Ja odchodzę.. Powoli.. Odchodzę.. Już nic na to nie poradzę.. Marzę o tym, aby umrzeć i nic innego nie ma znaczenia.. Plany, piękne chwile, momenty wypełnione szczęściem.. To nic nie daje.. Nie chcę żyć.. Tak cholernie nie chcę żyć.. Nie chcę..
Wiem, ze odejdę.. Wiem, że zostawię tu nie jedną osobę.. Ale nie potrafie, nie chcę..
Nie wiem, czy dzisiaj się nie powieszę.. Nie wiem, czy jutro nie skoczę z mostu.. Nie wiem.. W każdej chwili jestem gotowa na to, na ten ostatni krok..

Nie wiem, co mam wiecej powiedzieć.. Nie wiem.. Chciałabym powiedzieć tak wiele.. Chciałabym pogadać z p. pedagog, chciałabym wyjść za Krzysia, chciałabym pomóc innym w ich życiu.. Chciałabym wiele.. Ale dzisiaj to nie ma już znaczenia..
"Dzisiaj łzami cierpienia piszę pożegnalny list.."  Bo Wy wszyscy spotkacie się na moim pogrzebie, niestety nie na ślubie..

Nie piszę tego pod wpływem jakichś silnych emocji.. Pisałam od dawna.. Umieram, odchodzę.. Wiem, ze naprawdę tego chcę..
Czy wybaczysz mi?

..niepotrzebnie (0) | Dodaj komentarz

Opuścić..

piątek, 08 stycznia 2010 3:57
Tak strasznie chciałabym odejść. Dzisiaj, teraz. Tak cholernie nienawidzę siebie, nienawidze Jego, nienawidzę całego życia.. Nienawidzę tego, co ja Mu robię i nie mogę znieść tego, co On mi robi.. Wiem, że On tak naprawdę nie robi nic złego, wiem, ze ja prowokuję, ranię.. Ale ból, który On mi zadaje jest nie do wytrzymania.. Wiem, że On to robi nieświadomie.. Ale ja nic nie mogę poradzić na to, że to tak cholernie boli.. Że w jednym momencie tak cholernie krzyczę z bólu i nienawiści, że mi go zadał..
Znów sie pocięłam.. To prawda.. Na początku zaczyna się od ledwo nacinających skórę nacięć, w których dopiero po chwili pojawia się krew.. Na początku to wystarcza.. A teraz? Jedno pociągnięcie ostrzem i cała krew się rozlewa. Przestaję nad tym panować. Tak cholerny ból.. W jednej sekundzie rzucone słuchawki i szukanie ostrza w tak pieprzonym pośpiesznym amoku. Już nie zwracając na nic uwagi, po prostu musiałam. Tego się nie da wytrzymać inaczej..
Czy ktoś w ogóle jest w stanie to pojąć?
Czasem są chwile, kiedy wydaje mi się, że nic mi nie jest, że kurwa, może jednak ze mną prawie wsyztsko gra.. Ale kilka momentów później.. Albo szał wściekłości, albo masakryczna nienawiść z bólu. Nie kontroluję siebie. Już chyba w niczym. Jest mi wszystko jedno, przestaję łazić do szkoły, jak mi się nie chce. A jak już jestem to jestem tylko żałosnym nicnierobem. Nie otwieram nawet plecaka, przychodzę i siedzę. Siedzę, nie wiem po co. Siedzę i chce mi sie wyjść. Siedzę i nie wytrzymuję. A mimo to siedzę. Tylko po co?

Finał WOŚP w niedzielę. Doprowadzę go to końca, bo przecież od dwóch lat chciałam sama założyć Sztab. Udało się, chcę to doprowadizć do końca, bedzie spełnione.
Nie zależy mi już nawet na koncercie Metallicy w czerwcu. Ja nie chcę. Nie chcę niczego. Chcę po prostu już umrzeć. Ale już niedługo, prawda?
Dla mnie tutaj nei ma już miejsca.

Krzysiu, kocham Cię. Ale ja widzę jak to wygląda. Moje życie nigdy sie nie zmieni.. A Twoje.. Twoje niszczę tak, jak niszczyłam już jedno. Miałam nadzieję, durnie i naiwnie myślałam, że ja dam radę przy Tobie być inna, zmienić się, jakoś kontrolować, nie ranić.. Ale nie potrafię.. Moje emocje są zupełnie inne co chwilę, nie potrafię wtedy racjonalnie myśleć. Nie potrafię.. Może to moja wina, może nie.. Ale jestem społecznym marginesem. Jestem czymś, co nalezy wytykać palcami, a nie tworzyć związek. Jeśli Bóg mnie taką chciał na tym świecie, to miał w tym jakiś cel. Po prostu padło na mnie, rozumiem. Ale jest zbyt wiele innych rzeczy, których nie rozumiem. Czuję się tak obco sama w sobie, że nie rozumiem własnych myśli, czegokolwiek. Chciałabym po prostu ich się wyzbyć, ale nie potrafię..

Żegnaj świecie dzis.. Choć jeszcze zdążę sie pożegnać.. Na tym blogu również..

..niepotrzebnie (0) | Dodaj komentarz

Już czas..

czwartek, 24 grudnia 2009 1:29
No tak.. Nie zdąrzyłam napisać notki 23-go.. Tak.. Oglądanie Harrego Pottera okazało się ważniejsze, niż pisanie tutaj.
No i minęło mi całe natchnienie związane z pisaniem.
Dzisiaj Wigilia.. A ja? A ja tylko myślę o tym, jak niewiele zostało.. Jak bardzo chcę, by ten moment już nadszedł. Spełnię, co mam spełnić.. Mam nadzieję.. Nie chcę wytrwać, nie mam na to siły. Poddałam się i czas to zakończyć.. Nie potrafię inaczej.. Przyszłość w moich oczach wygląda tragicznie. Wygląda tak, że nie chcę nawet o niej myśleć, nie chcę do niej dążyć ani jej dożyć..
Jest tragicznie.. Nawet nie mam siły pisać.. Szczerze mówiąc wszystko mi jedno, co ja piszę, jakie to ma znaczenie..

..niepotrzebnie (1) | Dodaj komentarz

Przegrałam..

środa, 16 grudnia 2009 23:03
Czas się żegnać, prawda?
Myślałam, ze nie bedzie tak źle, że z każdą chwilą jakoś sie to uspokoi.. Ale wszystko poleciało w drugą stronę. Z każdą chwilą upewniałam się coraz bardziej, że ta sytuacja mnie przerasta..
Spowiedź, Krzysiu z Klaudią na Sylwestra, WOŚP.. To tak niewiele rzeczy, które pozostały mi do spełnienia.. A ja? A ja i tak wątpię, że dotrwam.. Nawet mi na tym nie zależy już.. Chcę po prostu odejść.. Poddałam się. Już, teraz, dzisiaj..
Tak samo, jak poddałam się prawie 4 lata temu 23.03.2006.. Wtedy nie czekałam, coś mnie przerosło tak, że nie mogłam czekać.. A dziś? Dziś z czystym sumieniem powiem, że odejdę bez emocji, na spokojnie, po przemyśleniach..  Jeśli dla kogokolwiek, kiedykolwiek się liczyłam.. ..niech tylko zrozumie, że ja naprawdę tego chciałam.. Że to było jedyne wyjście dla mnie. Jedyne wyjście, jakiego ja chciałam. Albo po prostu.. Zrozumcie, że nie moglibyście zrozumieć..
Żadnego cięcia, żadnego uwalniania od bólu. To nie jest ból, który można zabić. To jest życie, z którym ja przegrałam..

..niepotrzebnie (0) | Dodaj komentarz

Umieram, bo wiem, ze Ty nie rozumiesz, że ja..

niedziela, 13 grudnia 2009 22:55
Zdjecia robią swoje.. Przypominają mi się pojedyńcze chwile, dni.. Piękny, gorący czerwcowy poranek, kiedy mamuśka wylatywała do USA i pojechaliśmy z Nią na lotnisko.. Miesiac później, kiedy wracała.. Miesiąc, który minął tak zajebiście szybko..
Moje nocne wakacyjne eskapady. Łażenie w samotności o 1 w nocy po mostach, nad Wisłą. I w głowie dwie myśli, które biły sie ze sobą non stop - może to właśnie teraz, może właśnie w tym momencie mam się zabić.. A może nie..
Było parę chwil naprawdę bliskich śmierci. Chwil, w których byłam gotowa i nawet się nie bałam. Po prostu mogłam skoczyć. Nie wiem dlaczego wciąż żyję.. Może to właśnie ta nadzieja, która wciąż trwa przy mnie od ponad 5 lat.. Może.. Nadzieja na cokolwiek.. Na jakąkolwiek pomoc. To brzmi żałośnie i idiotycznie, to brzmi jak bezsensowne wołanie o niewiadomo co. Ja wiem.. Ale aż nadto mi momentów, w których moje wnętrze umiera.. To nie jest taki ból, który sprawia, że muszę się pociąć, stracić przytomność waląc głową w ścianę.. To jest pustka, strach i samotność, które pozwalają myśleć tylko o samobójstwie.. Wszystko przestało mieć znaczenie. Z jednej strony mam tak ogromnego farta, że przydażyło mi się w życiu takie szczęście, jakim jest Krzysiu.. A z drugiej strony ja umieram.. Mimo wszystko.. Każda najwazniejsza rzecz staje się zbyt mało istotna, by mogła powstrzymać myśli samobójcze.. Szczerze mówiac to juz nie są nawet myśli. Ja po prostu siedzę w szkole i w jednej chwili spoglądam w okno i mówię sobie - zaraz wyjdę z lekcji i skoczę z jakiegoś dachu. To się zdarza każdego dnia.. I każdego dnia coraz trudniej mi przyciszyć te sytuacje, by do nich nie doszło. Teraz poddaję pod wątpliwość nawet to, czy dociągnę Orkiestrę do Finału. Boję się.. Boję się, że po prostu jutro mogę się zabić. Że nic mnie nie trzyma. Że moje życie jest takim pasmem rozchwiania emocjonalnego, bólu, pustki i strachu, że nie myśląc o czymkolwiek innym ja po prostu się zabiję. Nie jestem w stanie juz żyć.. Nie obchodzi mnie to czy ja zdam maturę, czy do niej podejdę, gdzie będę mieszkać i co robić. Ja wiem, że jesli to, co jest we mnie się nie zmieni, to ja tak dalej nie pociągnę.. Zbyt wielka bezradność i bezwład we mnie siedzi..
Tak się nawet zastanawiałam.. gdybym poszła do p. pedagog.. To co ja bym jej mogła powiedzieć? Nawet nie wiem, co miałabym powiedzieć..

..niepotrzebnie (0) | Dodaj komentarz

Strach.

niedziela, 13 grudnia 2009 3:19
Jest dziwnie. To, co przeżywam jest dziwne. Jest mi strasznie źle. Nie wiem dlaczego.. Ale to nie jest taki ból, żebym chciała się pociąć.. To jest taki ból z serii "Muszę się zabić, bo nie chcę umierać..". Pewnie głupio to przyznać, ale coraz częściej miewam mnóstwo myśli, które mówią, że powinnam spróbować się zabić. Spróbować, co nie znaczy, że zrobić to skutecznie. Tylko po to, by ktoś spojrzał w tą stronę, w moją stronę.. Tak naprawdę to mam od dłuższego czasu właśnie dwie przeplatające się myśli - popełnić samobójstwo raz, a skutecznie albo wybrać metodę, gdzie mam szansę 50% na przeżycie, a jeśli przeżyję.. Cóż.. A może coś się odmieni? Może będzie jeszcze gorzej.. A może ktoś będzie w stanie mi pomóc.. Nie wiem.. Wiem, że strasznie chciałabym i potrzebuję pomocy.. Wiem, że zapadam się w sobie coraz bardziej.. Wiem też, że chcę żyć, bo nigdy w życiu nie byłam tak szczęśliwa, jak jestem z Krzysiem.. Ale On widzi to, co na zewnątrz.. Widzi moją 'ciemną' stronę, która się kłóci, wyżywa, zadaje ból i tą kochającą Go nade wszystko stronę (no mam nadzieję w każdym razie, że chociaż to widzi..). Ale On nigdy nie pozna tego, co jest w środku. Nikt tego nie widział, bo przecież tego nie da się poczuć, zauważyć.. No tak.. Czy ja robię z siebie ofiarę? Nie wiem.. Nawet jeśli, to i tak nie bardzo mnie to obchodzi..
Latające emocje, co chwilę inne.. Już nie mówiąc o tych, co mnie mają dosyć.. To ja sama tego nie wytrzymuje.. Moje myśli są tak zawirowane, uczucia i emocje co chwilę ukazują mi inną perspektywę życia, śmierci, siebie samej.. Nie wiem, co robić..
Boję się życia, boję się wszystkiego, każdego kolejnego dnia.. A zwłaszcza wychodzenia myślami trochę dalej.. Tak się boję, że wolę powiedzieć, że i tak się zabiję, niż wychodzić myślami w przyszłość.. Boję się jej tak bardzo, że ze strachu przed nim mogłabym się zabić..
Boję się wszystkiego. Tego, że Krzysiu nie wytrzyma, że mnie zostawi, ze przestanie kochać.. Boję się, że zarabianie hajsu hajsu mnie przerosnie i będę skazana na życie w obecnym pojebanym domu. Boję się, że znów będą lecieć lata, a ja nigdy nie będe miała nawet szansy na to, że 'ktoś' pomoże mi z tego jakkolwiek wyjść.. Boję się, że nie będę mogła zarabiać na tym, na czym chcę. Ot co, bo sama nawet nie wiem czego bym chciała. Ha. Ha. Boję się stracić to, co mam. Boję się poznać nowe rzeczy i nowych ludzi. Boję się cholera myśleć nawet o tym, jak będzie wyglądało moje życie juz niedługo.. Po niezdanej bądź ledwo zdanej badź też maturze, do któej nie przystąpię..

..niepotrzebnie (0) | Dodaj komentarz

Wspomnienia.

piątek, 27 listopada 2009 0:01
Jestem rozerwana. Pomiędzy dwoma światami. Pomiędzy myślami, które co dzień plączą się między sobą w mojej głowie. Jedna to ta bezsilna, pusta, tak lgnąca do własnej śmierci, do samobójstwa, do bólu i cierpienia. Żyjąca w bezsensie i strachu.
Druga to ta część, która pamięta i przypomina sobie wiele najpiekniejszych momentów, chwil, dni.. Tak cudownych, że tak pragnie żyć, by móc przeżywać je znowu. Wspominam wszystko. Wyjazdy, tygodnie, dni.. Snowboard z Pauliną dwa lata temu, wszystko nagrane na filmie.. Mazury w te wakacje, również stworzony film.. Gdy je oglądam, to tak cholernie chce mi się żyć i przeżywac takie chwile..
No i oczywiście wakacje, pełne nocnych wychodów na remontowany most Śląską-Dąbrowski. Samotne wędrówki o 1 w nocy pełne przemyśleń, myśli samobójczych, modlitwy do Boga i ogromnego pragnienia zdławienia samotności. No i oczywiście.. Całe te wakacje spędzone na widywaniu się z Krzysiem, na pogłębianiu tego, co zaistniało.. To były cudowne chwile.. Każdemu takiemu okresowi towarzyszy zwykle jedna czy dwie piosenki, przy których dzień w dzień ryczałam.. Kiedy zdarza mi się ich posłuchać, wszystkie te wspomnienia wracają.. Ale wywołują ogromny strach.. Strach przed tym, że to koniec.. Że właśnie się kończy ten etap.. Ze właśnie rozpoczyna się nowa droga, gdzie ja chcę się wyprowadzić z domu, gdzie nie bedzie już takich pięknych wyjazdów i chwil, bo bedzie trzeba zarabiać, chodzić do pracy, utrzymywać się.. Sama myśl o tym napawa mnie takim strachem, że boję się żyć.
Muszę trafić do szpitala.. Wiem o tym.. Znów coraz częściej trwam w stanach, kiedy kompletnie nie daję sobie rady, wiem, ze nigdy sama nie dam sobie rady z tym wszystkim.. Jestem teraz bardziej niż kiedykolwiek zdolna do samobójstwa.. Nie wywołuje to we mnie lęku, zbędnych emocji.. Potrafię to zrobić, wiem, że jestem zdolna. I z jednej strony niesamowicie się z tego cieszę.. A z drugiej jakaś część mnie chce żebym trafiła do psychiatryka, żeby przeżyć tą walkę..
Nie wiem, co robić.. Wiem, że zaraz może mnie tu nie być, wiem, że nie dam rady i nie potrafię..
Nie dają mi spokoju dwie sytuacje, kiedy Krzysiu spierdolił sprawę.. Mam koszmary zarówno w nocy, jak i na jawie.. Kiedy te sytuacje mnie nachodzą, widzę w Nim tak strasznie obcego człowieka, któremu nigdy w życiu nie potrafiłabym zaufać, dać się dotknąć.. Ale wiem, że kocham, wiem, że jest mi bliższy niż ktokolwiek. W zasadzie jest mi najbliższy, bo raczej nikogo innego bliskiego nie mam..

Dokładnie pamiętam jak rok temu chciałam się zabić 21 grudnia. Nie zależało mi na Świętach, na czymkolwiek, do niczego nie chciałam dotrwać.. Ból, w którym trwałam, był tragiczny.

Nie wiem, co robić. Trwam w totalnej pustce. Nie wiem czego chcę, nie wiem co powinnam, nie wiem.. Ale jeśli On tego nie zrobi, to sama wybiorę się do szpitala, a matura jak przeżyję, to poczeka..

..niepotrzebnie (1) | Dodaj komentarz

Internal death..

sobota, 14 listopada 2009 14:08
Nienawidzę się.. Tak cholernie siebie nienawidzę za to, co robię i jaka jestem.. To się nigdy nie zmieni.. Ja nie potrafię tego zmienić, nikt nie potrafi.. Tu już nawet nie chodzi o mój ból.. To pieprzony porażający strach przed tym, że to koniec, że to zaraz nastąpi.. Nie da się ze mną żyć, to prawda.. Szkoda tylko, że nikt na początku nie chce w to wierzyć.. Szkoda tylko, że kiedy ja już nie potrafię bez Kogoś żyć, to zdaję sobie sprawę, że tak się nie da.. Że nie mogę Kogoś skazywać na życie ze mną.. To jest jakiś pieprzony koszmar..

Można się tak po prostu zabić? Bez pożegnania, bez zbędnych słów i łez? Można tak po prostu stanąć na krawędzi i odejść z tego świata? Oczywiście, że można.. Ale ja.. Ja tego nie potrafię, prawda?

Przez ten cały czas pragnęłam, żeby ból mnie przerósł.. Żebym wreszcie doznała tych najgorszych stanów, kiedy pozostaje tylko śmierć.. A teraz? Teraz, kiedy znalazłam się w takim stanie, krzyczę modlę się, by on minął, by odszedł ten cholerny ból i strach..
A może własnie znów nadszedł ten moment, kiedy mogę wybrać.. Kiedy mogę wybrać śmierć albo walkę i pracę nad sobą.. Może.. Wiem, że teraz potrafiłabym stanąć na krawędzi dachu i skoczyć w dół bez zahamowań. Zamknąć oczy i polecieć.. Ale chciałabym.. Chciałabym wierzyć, ze tak da się żyć.. Że On by to wszystko przetrwał, że razem byśmy dali radę.. Ale czy można wierzyć w coś, co jest nierealne? Czy można wierzyć w coś, co i tak się nie spełni? Nie da się tak żyć.. Kurwa mać.. Nie potrafię funkcjonowac jak normalny człowiek.. I przez to nikt nie potrafi żyć ze mną..

..niepotrzebnie (0) | Dodaj komentarz

Lose..

piątek, 06 listopada 2009 0:03
Wszystko jedno.. Nawet nie chce mi się już nic pisać.. Pozostały dni, wktóre trzeba przeżyć dla kogoś.. Później wszystko przestaje mieć znaczenie. Nawet jeśli nie wiem czego chcę, to i tak wiem, czego nie chcę. Nie chcę tutaj dłuzej trwać.. To nie jest impuls, to nie są już emocje.. To jest czas, w którym zdążyłam utwierdzić się w tym, że chcę to wszystko zakończyć. Jestem tylko istnieniem, które nigdy nie osiągnie tego, co chce. Jestem istnieniem, które nigdy nie będzie takie, jakie chce być. Bo samo nie wie, jakim chciało by być. Wszystko jest już bez znaczenia..
Nachodza mnie wspomnienia.. Z przed 5 lat.. Początki gimnazjum.. Później druga klasa, największy dramat.. Trzecia.. Feralne wakacje.. Dwa lata liceum, które minęły cholernie szybko.. Za szybko.. Klasa maturalna. Cały ten czas to codzienny ból i łzy.. To cierpienie przeplatane epizodami największej radości w życiu.. Po to, by później upadać jeszcze niżej.. To narastające zagubienie w samym sobie i tym, kim jestem.. To lata żalu i nienawiści.. Lata Miłości. Najpierw tej nierealnej, niemożliwej.. Później pierwszy na szczęście nie udany związek.. By skończyć na Miłości mojego życia, z którą obecnie trwam w związku. Wszystko się tak zmienia.. A z drugiej strony nic się nie zmienia.. Nie jest mi żal.. Bo wiem, jak puste i bolesne było ostatnich 5-6 lat.. I wiem, że nie chcę tego dalej przeżywać.

Czasem kochać kogoś, to pozwolić mu odejść..

..niepotrzebnie (0) | Dodaj komentarz

Przestać istnieć.

niedziela, 01 listopada 2009 2:17
Wszystko staje się bez znaczenia.. Spędzam najcudowniejsze chwile w życiu z Krzyśkiem, nic złego nawet się nie dzieje.. Kocham, jestem kochana.. Ale jakaś siła pcha moje myśli ku przekonaniu do własnej śmierci. Wymuszam na sobie takie myśli. Chcę umrzeć. Chciałabym, żeby powrócił teraz ten najgorszy ból jaki towarzyszył mi w poprzednim związku.. Chciałabym, żebym znów było tak tragicznie. Bo chcę umrzeć. A trudno jest się zabić, kiedy ból nie zwycięża nade mną. Krzysiek jest tak dobrym człowiekiem cholera dla mnie, że dość szybko wychodzę z tragicznych stanów.
Zostało mi w życiu kilka drobnych rzeczy, które muszę spełnić.. Dla siebie, dla Kogoś.. Widzę przed oczami moją samobójczą śmierć. Chcę umrzeć taką śmiercią. Czuję się wypruta z wszelakich uczuć. Tak jak bym teraz tu tylko istniała. Nie chcę nic osiągnąć, nie chcę mieć przyszłości. Ja juz tego nie chcę.. Nie potrafię znaleźć wyjaśnienia.. Po prostu wykańczam się sama.. Wykańcza mnie codzienne dążenie, do poznania samej siebie, poznania tego kim jestem, czego chcę, jaka chcę być. Wykańcza mnie zerowa przyszłość, strach, lęki, ból i ta pieprzona pustka.
Nie chciałabym nawet się leczyć. Nie chciałabym się zmienić. Bałabym się tego. Tego, że nic ze mnie nie zostanie, ze wtedy będę miała taką nicość w sobie, w życiu.. Nie chcę tego.. Ale żyć tak, jak żyję teraz też nie mogę, nie chcę, nie dam rady.. Nie chcę już pomocy, nie chcę już niczego. Chciałabym po prostu przestać istnieć.

Zdałam sobie sprawę, jak bliską mi osobą jest pedagog. Kilka dni temu przeryczałam całą noc na samą myśl, że po maturze, po skończeniu liceum, miałabym przestać ją chociażby widzieć w szkole. Jest dla mnie chyba najbliższa osobą zaraz po Krzysiu. Nie wiem dlaczego. Nie chcę dożyć takich dni. Nie chcę już żyć. Po prostu.. Boję się życia.. Boję się tego, co będzie, tego czego nie będzie..
Długo nad tym myślałam. Na spokojnie w tych stanach nienapełnionych emocjami siedziałam i myślałam.. Zrozumiałam, że czas odejść, że nie ma na co czekać. Zrobić co trzeba i odejść.. Bez nieudanych prób, bez wołania o pomoc.. Chcę po prostu umrzeć.. Umrzeć w spełnionej miłości. Umrzeć kochając, umrzeć, gdy jeszcze coś dla Kogoś znaczę.

Kocham Cię Krzysiu.. I Tobie należy się lepszy los, niż życie ze mną.. Wiem, jaką egoistką jestem.. I sama też siebie za to nienawidzę..

..niepotrzebnie (0) | Dodaj komentarz

Jak żyć.

niedziela, 18 października 2009 23:07
Chciałabym móc.. Chciałabym móc napisać jak mi źle, jak nie daję sobie rady, jak nie chcę żyć.. Chciałabym.. Ale nie mogę. Nie mogę, bo jestem szczęśliwa. Mimo załamań, mimo tego, że często nie daję sobie rady, to i tak nie jest w stanie mnie zniszczyć. Kocham, jestem kochana. A przynajmniej staram się w to uwierzyć ;)
Jestem od kilku miesięcy z najwspanialszym człowiekiem na świecie. Od kilku miesięcy zaledwie kilka razy miałam totalny zjazd psychiczny, kiedy wrzeszczałam z bólu psychicznego. Kilka razy ? Co to jest.. Skoro jeszcze dwa lata temu umierałam z bólu dzień w dzień miesiącami. Byłam chodzącym trupem. Wtedy moja dusza umarła, a mimo to umierała jeszcze bardziej każdego dnia.
Od kiedy Krzysiu stał się częścią, a w zasadzie to całym moim życiem, to odżyłam. Cholera to jest najcudowniejsze uczucie na świecie. Mieć Kogoś takiego. Oczywiście, mam do siebie ogromny żal i nienawiść za to co ja Jemu odstawiam.. Ale wierzę, że jakoś damy radę, a zwłaszcza, że On się nie podda..
Muszę przyznać, że po 8 miesiącach poruszane wspomnienia jakoś tam jeszcze bolą. Nie jest to ból nie do zniesienia, ale jest. Jeszcze jest. Nie dlatego, że mi żal czy dlatego, że mi szkoda. Nie. Bo to, że zostawił mnie poprzedni facet było najwspanialszą rzeczą jaką Bóg mógł sprawić. Ale pozostaje ten ból, ból bezsensownego poświęcenia się przez półtora roku dla jakiegoś śmiecia, człowieka, który jest dla mnie niczym i ja dla niego również.

Przeraża mnie wizja tego, co będzie. Zdam czy nie zdam matury.. Wszystko jedno.. Nie mam jak iść na studia, bo musze się wyprowadzic z domu.. Więc po co w ogóle to wszystko, to zamieszanie z maturą, skoro pójdę zapierdalać, żeby się utrzymać sama ? Prędzej czy później i tak wykituję, bo nie jestem zdolna do pracowania, gdzieś, dla kogoś.. Sama myśl o tym mnie rozbraja psychicznie. Nie wiem.. Boję się tego.. Boję się tych nadchodzacych już myśli i planów pozbawienia siebie życia. Wiem, że tak będzie.. No chyba, ze nagle wygram w lottka. Boję się tego, co będzie i dzień w dzień o tym myślę. Krzysiu jakoś trzyma mnie przy życiu, jakaś iskra nadziei, ze jakos to życie się ułoży.. Ale mysli przytłaczają i sprowadzają na dno.. Myśli o tym, ze życie nie będzie takie w jakim ja dałabym radę żyć..

..niepotrzebnie (1) | Dodaj komentarz

 123  »

czwartek, 17 maja 2012

Niesionych przez wiatr:  8 567 (wersja testowa)

Księga

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 15.12.2010 18:06:38
  • autor: Evelinkia
  • treść: Dziêkujê...

Statystyki

Przemknęło: 8567
(wersja testowa)
Wpisy
  • liczba: 100
  • komentarze: 157
Księga: 8
Żywot bloga: 1172 dni