Borderline.. ..walka z własnymi emocjami.

Zabijesz mnie?

Jutro 2 marca. No tak. Mijają dwa lata od powstania tego bloga, dwa lata od pierwszej notki. A ja to wszystko pamiętam, jak by to było miesiąc temu. Rozstanie, tak długi, najpotężniejszy ból, jakiego doznałam w życiu. Utracona nadzieja, a ja wciąż żyłam. I zaczął się kolejny związek, znów było pięknie na początku. Lecz później nie tylko ja okazałam się wcieloym złem. Nie wiem, co było gorsze. Wielki ból.. Czy wielka nienawiść.. Najgorsze było chyba to, że zawsze tchórzyłam. Że nigdy nie skoczyłam.

Szczerze mówiąc przestaję widzieć sens pisania tego bloga. Kiedyś musiałam gdzieś krzyczeć, straciłam wszystko, nie miałam do kogo się zwracać. Może jeszcze wołałam o pomoc? Nie wiem.
Dzisiaj to już nie to samo. Nie piszę z bólu, włada mną nienawiść, bezsilność, totalny bezsens. Marzę o tym, by zostawić ten cały świat, który jest wokół mnie teraz. Żeby wsiąść w pociąg i nigdy tutaj nie wracać. Ale do kogo..
Kiedyś tak bardzo chciałam przetrwać. Każda moja komórka wołała o pomoc. W brutalny i bezsensowny sposób, ale jednak. Dziś nie myślę o przetrwaniu, nie myślę o tym, co będzie, co mogłoby być. Modlę sie o wypadek, o porwanie, zbójstwo. Cokolwiek. Nie mogę sie uwolnić od tych myśli, nawet nie chcę.
Tacy ludzie jak ja nigdy nie powinni trafić do jakiegokolwiek związku. Nie powinni nigdy się urodzić.

 

Brakuje mi.. Kogokolwiek..

Czekam aż znów nadzieja sięgnie dna, zniknie. W końcu przecież się nie cofnę. W końcu zamknę oczy i nigdy już ich nie otworzę.