Borderline.. ..walka z własnymi emocjami.

Bez sensu.

Trwam w tym bezsensie.. Chce mi się ryczeć, wyjść i biec. Jak najdalej. I gdzieś po drodze stracić to życie.
Nie ma w tym życiu czegokolwiek, co chciałabym robić. Nie ma nikogo i niczego, co dałoby jakąkolwiek chęć do życia. Ból w środku nie ustaje.. Zatracam się w nim. Nie daję rady funkcjonować. Męczy mnie wychodzenie do ludzi. Nienawidzę ich. Czuję się taka osaczona, kiedy wokół są ludzie. Mam dosyć każdej chwili, która nastaje. Chciałabym wyjść. Tam w to miejsce, na które tak często chodzę. Ale i mieć tą pewność, że już stamtąd nie wrócę. Modlę się o to bym miała na tyle siły, żeby odejść z tego świata.
Jest we mnie jakaś druga, niewielka część, która na coś czeka.. Sama nie wiem na co. Czy terapia może mnie naprawić? Sama nie wiem czy powinnam komuś zawracać głowę moim pieprzonym istnieniem. Tylu osobom byłoby lepiej, gdybym w końcu się stąd odseparowała.. Przestałam już myśleć co potem. Co po śmierci.. Wtedy nie mam czego się bać..