Borderline.. ..walka z własnymi emocjami.

Koniec

Na jednej próbie się nie skończyło i co z tego? Cudowne uczucie odpływania na drugi świat, gdy pętla wokół szyi się zaciska.. A z drugiej strony ból, świadomość, że może coś nie wyjść. Ale na tym przecież nic się nie kończy. To była tylko alternatywa. Miało się udać. Uda się. Stanąc nad przepaścią i zamknąć oczy. Ja przecież już umarłam. Tylko moje ciało jeszcze musi zdechnąć. Tak nienawidzę tego skurwysyna, że powinnam zrobić to teraz. Nie potrafię opanować tej wściekłości i nienawiści do niego. Nienawidzę kurwa! Chciałabym stąd uciec jak najdalej, gdziekolwiek. Ale po co uciekać.. Przecież i tak spierdalam z tego świata. Żadnej pomocy. Żadnych chęci. Spierdalam stąd. Tak kurwa, wiem, że mogę! Jeszcze tylko.. Ta ostatnia rzecz.. I koniec żywota nastaje. Pierdolę cały ten świat. Jak trzeba mieć najebane we łbie, żeby chcieć żyć? To nie ja powinnam się leczyć. A zatem koniec był bliski. Koniec stał się jeszcze bliższy.