Borderline.. ..walka z własnymi emocjami.

Taka sama.

Sporo czasu minęło od kiedy ostatnio tu pisałam. Coś się zmieniło. Nic się nie zmieniło. Zmieniło się wszystko. Zagłębiając się w wielką prawdę o życiu.. ..zrozumiałam je. Zrozumiałam życie. Terapia? Psychiatryk? Leki? ..wystarczyła tylko ta książka, prawda w niej zawarta.. Żebym po ponad 6 (?) latach nieustających na dłużej myśli samobójczych.. ..zrozumiała sens wszystkiego. Może dlatego, że odnalazłam tam potwierdzenie tego, co w życiu mi nie pasowało. Może. 
To ludzie stworzyli definicję normalności i nienormalności. To ludzie zamknęli mnie w ramie, która musi zostać dostosowana do reszty. Musi? No właśnie. Ja nic nie muszę. Nikt nic nie musi. Jestem wspaniała w każdym milimetrze mojej psychiki, w każdym fragmencie moich zachowań i emocji. To jestem ja. To jest wspaniałe. Oczywiście są momenty, kiedy jest tragicznie.. ..ale co ja mogę? Akceptuję to i zbieram tylko doświadczenie. Zbieram to, co mnie rozwija. Odnalazłam prawdę i dążę do oświecenia. W 2012 roku zapewne wielu zrozumie..
Oczywiście chciałabym się zabić i pierdolić ten świat. Ale dziś wiem, że nie da się tak, bo i tak tu powrócę i będę powracać za każdym razem. I nie da się stąd tak po prostu uwolnić. 

Tęsknię za terapią, za terapeutą.. A jeszcze bardziej tęsknię za psychiatrykiem. Bardzo. Kiedy jest już ciemno, kiedy ludzie chowają się do domów.. Ja, jadąc gdziekolwiek przed siebie na małym bmx'ie, znajduję się nagle o 2 w nocy pod szpitalem na Sobieskiego. Coś mnie tam ciągnie, jak widać. Minęło już tak dużo czasu od kiedy tam byłam. Spędziłam tam zaledwie tydzień.. Ale ci ludzie.. Chyba nigdy o nich nie zapomnę.

Może kiedyś wrócę na terapię mimo wszystko.. ..ale na pewno nie po to, aby zmieniać siebie.